Wzorem króla Stasia (Stanisława Augusta) oraz Deotymy (Jadwigi Łuszczewskiej - zapomnianej warszawskiej pisarki pozytywistycznej) zapraszamy na czwartki literackie do DKK: Dyskusyjnego Klubu Książki. Spotkania - począwszy od marca br. - odbywać się będą w każdy ostatni czwartek miesiąca o godz. 18. Bez obawy: nie będziemy próbować dorównać królewskiej świetności "obiadów czwartkowych" czy patetycznej powadze salonu literackiego Deotymy. Proponujemy porozmawiać "na luzie" tak "pół żartem pół serio" o przeczytanych książkach, wymienić opinie, wrażenia, odczucia; zrealizować własne pomysły literackie. Dołącz do nas! Zapraszamy! Filia Gminnej Biblioteki Czerwonak z siedzibą w Owińskach przy ulicy Poprzecznej 12a.
Boję się jednak, że - jeśli książka ta miałaby zaistnieć w prasie czy TV - media będą musiały przerobić ją na swoją modłę.(...) Podłączyć książkę pod "walkę o prawa", zrobić z niej "manifest", "pierwszą polską książkę gejowską" itd."
Ach, siostry, piosenkarki z pikiety, dziwki spod radzieckich koszar! Ach, gdzież jest niegdysiejsza plaża w Lubiewie?
"Lubiewo" to książka piękna, nostalgiczna, zabawna, wzruszająca. Opowiada o świecie, który nie istnieje. Nie istnieje albo dlatego, że nieodwołalnie, z powodu z zmiany systemu, wolnego rynku, modnych gejowskich klubów, sieciowych sklepów z ciuchami, Starego Browaru, Alei Gwiazd w Międzyzdrojach, biur ze szkła i metalu, został zepchnięty w przeszłość, przeminął z wiatrem. Albo też dlatego, że zawsze był światem podwójnie na marginesie, czyli niewidzialnym. Na marginesie z powodu orientacji seksualnej, z którą trudno żyć w naszym homofobicznym kraju, na marginesie, bo to dodatkowo "warstwa najbardziej skryminalizowana - złodzieje, prostytutki, wywłoki.Są zbuntowani przeciw społecznym hierarchiom: to, co dla innych ohydne, dla nich takim nie jest, a świat klasy średniej jawi im w całej swej różowej beznadziei. Relatywizują więc "ogólnie przyjęty" dobry gust, "ogólnie szanowane" zasady moralne... Są policzkiem wymierzonym w to, co totalitarne, ogólne, obowiązujące dla wszystkich i uświęcone."
Michał Witkowski pięknie opowiada o tym niepięknym świecie. Słuchał, obserwował, notował. Współczuje, rozumie, utożsamia się. Darzy swoich bohaterów (swoje bohaterki!) sympatią, dostrzega w nich prawdę, ale i pozę, tragedię i komedię, i potrafi to wszystko zamknąć w opowieści pozornie chaotycznej, roztrzepanej, nierównej, czasem nieco histerycznej, często wulgarnej, pornograficznej zarazem, ale i lirycznej.
Mogłabym w zasadzie na tym tę recenzję zakończyć. Gdyby nie to, że byłaby to recenzja moja, a nie nasza. Bo nie zgadzałyśmy się ze sobą, oj, bardzo. Dobrze, mówiły moje koleżanki-dyskutantki, w porządku, to ciekawe, czytajmy, rozwijajmy się, ale dlaczego tak brzydko to napisane? Dlaczego język tak odrażający?dlaczego wulgaryzmów tyle? I wszystko brzydkie, brudne, w błocie wytarzane? Prawdę napisał ten autor, czy zmyślił? Kto jest tu znawcą środowiska gejowskiego, bo może my, po przeczytaniu tej książki, po rumienieniu się nad nią, odrzucaniu, wracaniu do niej nieco ukradkiem, z pewnym onieśmieleniem....
I tak sobie właśnie rozmawiałyśmy, nie przekonując się wcale nawzajem, a wy, siostry, piosenkarki z pikiety, dziwki spod radzieckich koszar, nieodwołalnie mijałyście, idąc, przegięte, po rozgrzanym piasku, po plaży w Lubiewie. Umierając na AIDS, umierając ze starości, umierając z niedopasowania, ale ciągle świetnie się bawiąc.
Wszystkie cytaty: Michał Witkowski o "Lubiewie" na http://free.art.pl/michal.witkowski
Red. Agnieszka Wasilczyk - Kryger
No i co tu pisać o książce, która jest, jak sam tytuł mówi, osobista? Tak osobista, że aż nieprzyjemna, niewesoła, niełatwa, nie taka, którą chciałoby się delektować w niedzielny wieczór pod kocem i z herbatą w ręku? Tak osobista, że aż wstrząsa, czasem przeraża, zmusza do myślenia?Zmusza w sensie bynajmniej nie metaforycznym, zmusza tak, jak cios zadany nożem zmusza do krwawienia.
Jeśliby podzielić powieści na takie, które zmieniają nasze życie, i te, które nie mają takiej mocy, to ta zdecydowanie należy do pierwszej kategorii. Jest brutalnie szczera. Odważna. Zmusza do odwagi również czytelnika, który w trakcie czytania (albo nie, w trakcie czytania jest prawdopodobnie zbyt przejęty, żeby dochodzić do wniosków, w trakcie czytania wnioski dobijają się do jego świadomości, ale on nie ma jeszcze wystarczająco wiele siły, żeby wyciagnąć je na wierzch), zatem który po przeczytaniu musi odkryć, że szalenie cieniutka granica dzieli go od bycia takim, jakim nigdy w życiu nie chciałby być. I, chcę wierzyć, który już nigdy nikogo pochopnie nie potępi.
Który już zawsze będzie próbował obejrzeć medal i od jego drugiej strony. Nie oceniajcie, aby i was nie oceniano. Kto jest bez winy.......i tak dalej.
I na dodatek dobrze się kończy. W pewnym sensie. Ta straszna, niezwykła, piękna książka. Może to jest nagrodą dla czytelnika. A może po prostu tym razem bohaterowi się udało. A w nienapisanym drugim tomie będzie zupełnie inaczej. I ten nienapisany drugi tom będzie opowiadał o kimś z nas. O mnie. O tobie.....
Red. Agnieszka Wasilczyk - Kryger

"Większość ludzi odrzuca to, co wykracza poza ich możliwości pojmowania, jako absurdalne i niewarte zastanowienia". Tak rzecze "Kronika ptaka nakręcacza" i tak, prawdę mówiąc, miałyśmy ochotę z nią postąpić. Albowiem powieść ta zdecydowanie wykracza poza nasze możliwości pojmowania - z tym zgodziłyśmy się wszystkie. Ale ponieważ jesteśmy czytelniczkami ambitnymi, nie cofnęłyśmy się przed tym zadaniem ponad siły, tylko cierpliwie i wytrwale, sprężyna po sprężynie, zaczęłyśmy rozkręcać to, co nakręcił Murakami i jego bohaterowie.
Są w tej powieści rzeczy na pozór jasne, proste i klarowne - możemy się na przykład dowiedzieć, co jadają Japończycy i jak mniej więcej wygląda życie przeciętnego młodego obywatela tego kraju. Niestety, szybko zaczynamy podejrzewać, że przeciętni młodzi obywatele tego kraju nie są raczej nękani przez tajemnicze telefony od kobiet o imionach śródziemnomorskich wysp i nie przesiadują tygodniami w pustych studniach. Mimo pierwszego wrażenia zatem w żadnym przypadku "Kronika" nie jest realistyczną powieścią obyczajową.
Są w tej powieści momenty zabawne - jak proceder przeprowadzania badań stopnia wyłysienia społeczeństwa, zleconych przez firmę perukarską. Są też przerażające - jak wszystkie sceny wojenne. Są sceny....hmmmm....jak sny erotyczne. Niestety, mimo drugiego, trzeciego i czwartego wrażenia szybko zaczynamy podejrzewać, że nie jest to jedynie powieść zabawna, przerażająca ani tym bardziej erotyczna. Te wszystkie składniki są ze sobą połączone jakąś ukrytą sprężyną, której kierunku skrętu i przyczyn skręcenia nijak nie mogłyśmy się dopatrzeć. Chociaż możliwe również, że taka sprężyna w ogóle nie istnieje, że " jedna oderwana rzecz doprowadziła do innej oderwanej rzeczy i tak nastąpiły różne wydarzenia" - jak mówi jedna z bohaterek powieści.
Bo ptak nakręcacz, który nakręca sprężynę świata, lata przecież tam, gdzie chce. Jest idealnym połączeniem przypadku i przeznaczenia - sprężyna rozkręca się ściśle według wzoru, ale gdzie, kiedy, która? To już jest rzeczą przypadku. Zakładając, że ptakiem, który kieruje światem, kieruje przypadek. A nie wolna wola. Czym wolna wola różni się od przypadku i jaki właściwie mamy wpływ na własne życie?
Każdy jest ptakiem nakręcaczem własnego losu?
Czy doszłyśmy do jakichś wniosków? Nie.
Ale czy ważne jest dojście do wniosków, czy sam proces dochodzenia? Jakoś w trakcie dyskusji okazało się, że powieść, która nas tak pobudziła do myślenia, jednocześnie obezwładniając intelektualnie, która nam się tak podobała, jednocześnie strasznie irytując, która dała nam tyle przyjemności, jednocześnie powodując zamęt, jest powieścią wartą przeczytania właśnie z tych przyczyn. Otwiera horyzonty, nawet jeśli donikąd nie prowadzi.
Ptak nakręcacz przysiadł nad naszymi głowami, pozwolił przez chwilę cieszyć się dyskusją, po czym odleciał, zanim zdołałyśmy wszystko poukładać i zrozumieć. Ale nieprędko zapomnimy dźwięk nakręcanej sprężyny wydarzeń.
Red. Agnieszka Wasilczyk - Kryger

Otóż tego wieczoru/popołudnia wydarzyła się bardzo ważna rzecz. Chociaż istnieje również możliwość, że rzecz ta była w ogóle nieistotna. Oraz że się w zasadzie nie wydarzyła, bo jakież to właściwie wydarzenie i jak je mierzyć z powodziami, huraganami i masową emigracją?
Spotkałyśmy się po to, żeby rozmawiać o wierszach Szymborskiej i znienacka zaczęłyśmy rozmawiać o sobie.
Chociaż istnieje również możliwość, że rozmawiałyśmy o wierszach Szymborskiej, bo to, że każdej podobał się zupełnie inny, to przecież dotyczy wierszy, a nie nas. Chociaż może dotyczyć również nas, bo różnimy się od siebie, jak te wiersze, chociaż niby, jak one, pochodzimy z jednego źródła.
Ale czy na pewno?
Bo okazało się przy okazji - chociaż może wszystko działo się po to, żeby się to okazało - że każda z nas jest innego zdania na temat tego, jak zbudowany jest ten cały świat i kto właściwie za nim stoi. I kogo pociągnąć do ewentualnej odpowiedzialności.
Jak stary profesor z jednego z wierszy zobaczyłyśmy nagle miliony punktów widzenia. Chociaż było nas tylko kilka.
I dowiedziałyśmy się o sobie nawzajem więcej, niż gdybyśmy z niejednego pieca chleb razem jadły. Chociaż właściwie wciąż wiemy o sobie tylko tyle, ile można wiedzieć o drugim człowieku, czyli tak naprawdę nic.
A rozmawiałyśmy o wierszach Szymborskiej. Tylko o nich. Aż o nich. Podobały nam się bardzo albo trochę. Bo lubimy poezję albo zdecydowanie wolimy prozę. Zgadzałyśmy się z nią albo nie. Zgadzałyśmy się ze sobą albo wręcz przeciwnie.
Na tym, podejrzewam, polega siła tej poezji...
Red. Agnieszka Wasilczyk - Kryger

MARTIN:
W pewnym sensie jest to naturalna konsekwencja. I nie powinienem się dziwić. Najpierw jesteś sławnym prezenterem telewizyjnym, potem totalnie rozwalasz sobie życie i możesz liczyć na pracę jedynie w kiepskich kablówkach, potem jakiś facet (ten nazywa się Nick Hornby) pisze książkę o tobie i twoich znajomkach, a potem dyskutują zaciekle na twój temat kobiety z klubu dyskusyjnego w jakichś Owińskach (gdzie to w ogóle jest???!?). Aha, i jeszcze mnie nie lubią. Te kobiety. Twierdzą zgodnym chórem, że jestem za bardzo przejęty sobą, że mam totalnie gdzieś całą moją rodzinę, zwłaszcza córki, że jestem niewiarygodny i powinienem wziąć się w garść. I że to może być skutek nadmiernego podniesienia sobie poprzeczki. Chociaż ja sądzę, że tę poprzeczkę raczej systematycznie sobie obniżam - najpierw poprzeczkę wieku kobiet, z którymi zdradzam żonę - do 15 lat, potem pragnę skoczyć z dachu Domu Skoczka. Też w dół, rzecz jasna. Aha, te panie twierdzą również, że cała nasza czwórka pochodzi z wielkiego miasta, i stąd nasze problemy. Możliwe. One mieszkają na wsi i najwyraźniej myśli samobójcze ich nie dotyczą. Zresztą, skąd niby miałyby skoczyć??
JESS:
Moim zdaniem za......biście, że ten koło o nas napisał. Bo jak już wleźliśmy na ten dach w sylwestra, i jak z niego zleźliśmy, i zaczęliśmy jakoś coś razem robić, to to jest gotowy materiał. Nie czytam zbyt wiele, ale gdybym była pisarką, to też bym o nas napisała. No i to się najbardziej spodobało, tym babkom z Owińsk, jak to się wszystko zaczęło, to znaczy nasza historia. Że jak są cztery osoby, które nigdy by się nie spotkały, i które nagle zaczynają ze sobą gadać, to że to coś otwiera. Nie wiem, co otwiera, ale się zgadzam. I że to dobry początek powieści, jeszcze mówiły, ale przygnębiający. No smutny w ch....! przynajmniej dopóki nie zeszliśmy na dół, a jak zeszliśmy, to też nie było za wesoło.
Aha, a tym z Owińsk się podobałam. Ja. Że jestem szczera, że odważna, że dużo robię, bo się nie boję, chociaż nie zawsze wiem, co robię, i chociaż jestem - jak one to nazwały? - postrzelona. No pewnie, że robię, a kto ma robić, przecież nie Maureen! Ale że jestem niespójna, też usłyszałam, językowo i w ogóle, życiowo. A jak mam być, k...., spójna! Spójni to są moi rodzice - dziękuję bardzo.
MAUREEN:
Mnie się bardzo podobało to wszystko. To znaczy nie to, że chciałam zabić siebie, bo nie miałam siły zabić mojego kompletnie niesprawnego syna, ale to, że się spotkaliśmy we czwórkę na tym dachu, i że prawdziwy pisarz napisał o nas książkę. I że te miłe panie w Owińskach o nas rozmawiały. Sama chciałabym należeć do takiego klubu dyskusyjnego, szkoda, że nasz, w którym mieliśmy czytać pisarzy-samobójców, nie wypalił. Chociaż może to dobrze, bo zrobiliśmy dużo innych ciekawych rzeczy.
Te panie z Owińsk dostrzegły, to mi się spodobało, to, co mówiła Jess. O sznurkach, które nas łączą z innymi ludźmi, czy tego chcemy, czy nie. Nie zawsze chcemy, ale te sznurki są ważne. I zauważyły jeszcze, że to Jess tyle dla nas zrobiła. Na początku byłam nią przerażona, te jej brzydkie wyrazy, i w ogóle całe zachowanie. Oni wszyscy zresztą strasznie przeklinają. Ale to dzięki niej pojechaliśmy na wakacje. No i dzięki JJ.
JJ:
W sumie to Jess ma rację, za.......bista sprawa, wybacz Maureen, być bohaterem literackim. Może nie aż tak, jak być gwiazdą rocka, ale jednak. Mimo że chyba też nie bardzo podobałem się w tych Owińskach, bo panie stwierdziły, że za dużo chcę. Że chcę być gwiazdą rocka, a nie muzykiem. A jak nie gwiazdą, to nie wiem kim. W sensie, że jestem pogubiony, jak wszyscy zresztą z naszej czwórki, i że nie potrafię zadowolić się zwyczajnymi rzeczami. Że chcę żyć z wysokiego c albo wcale, i że tak nie wolno... Ale zauważyły za to, że Maureen potrafi cieszyć się wszystkim, jak już jej pokazaliśmy, że można czasem się z czegoś ucieszyć, mimo że jako jedyna ma realny powód, żeby skoczyć z dachu. W Maureen, jak twierdzą, jest przesłanie całej naszej historii - trzeba spokojnie rozejrzeć się dookoła i wtedy na pewno, i często bardzo blisko, znajdzie się coś lub ktoś, kto nas zatrzyma przy życiu.
Ogólnie to podobała im się nasza historia. Tym paniom z klubu w Owińskach. Twierdziły, że dobrze się czyta ( na pewno lepiej niż Virginię Woolf, jak nie omieszkałaby dodać Jess), że mimo, iż z początku przygnębiająca, to jest w niej jakiś optymizm. Polubiły tę książkę. No bo dobra jest! Może nie tak dobra, jak ostatni album Nirvany, ale niesie nadzieję, i ch.....!(wybacz, Maureen).
Red. Agnieszka Wasilczyk - Kryger
Ahoj...klubowicze,sympatycy i wszyscy miłośnicy czytania...!
DKK przy bibliotece w Owińskach zainaugurował swą działalność czwartkiem literackim 29 marca br.
Jest nas "szczęśliwa siódemka" pań w przedziale wiekowym od "zielonej,słonecznej wiosny" do "pięknej,polskiej,złotej jesieni..."
Nasze spotkania upłynęły na rozmowach przy aromatycznej kawie o gustach i zamiłowaniach czytelniczych,literackich ploteczkach,programie DKK a także na szukaniu pomysłów dalszego działania. Przybliżono sylwetke Nick Hornby autora książki pt. Długa Droga w Dół, którą to powieść będziemy omawiać dnia 31 maja br. Dziękujemy za pomoc klubowiczek w zorganizowaniu eksponowanej juz w bibliotece wystawy pt. "...W antrejce na ryczce..." - staroci z gospodarstwa domowego oraz literatury gwarowej regionu.
Serdecznie zapraszamy: przyjdź,zobacz,zajrzyj na naszą stronę internetową - przyłącz się do nas!
Spotykamy się w każdy ostatni czwartek miesiąca o godz. 18-stej.
Bajki zostaną dopóty, dopóki nie zabraknie na świecie dzieci oraz ludzi wrażliwych na piękno.
- Ignacy Matuszewski-
Oswajanie słów jest trudniejsze niż
oswajanie tygrysów.
- Halina Poświatowska-
Gminna Biblioteka Publiczna w Czerwonaku